top of page
IMG_5153_edited.jpg

PL

Gdy patrzę na moje obrazy, to chcę mieć wrażenie, że one już były. 
Rozpoznawać je nie tylko dlatego, że brałam udział w ich powstawaniu, odczuwać niejako ich uprzedniość w stosunku do siebie.
Kiedy płótno może pracować, gdy powierzchnia wchłania pigment, powstaje forma, ona mnie interesuje wtedy, gdy nie mogę nad nią całkowicie panować.
W naszym dialogu to płótno ma wiedzę,  możliwe jest wywoływanie przez nie śladów, możliwe ich osadzanie się na powierzchni obsypanej pudrem węgla.
To co pojawia się, paradoksalnie już przecież było, ale ciągle możliwy jest kolejny wariant , możliwa odsłona własnego wzoru. 

W mojej praktyce malarskiej,  w potrzebie utrzymania balansu między konstrukcją a destrukcją, stosuję gest zadeptywania. To działanie, które wymaga ode mnie dokonywania wyborów miejsc, w których ślady pozostaną jak i kontroli siły nacisku na powierzchnię płótna.   Odbicia podeszwy nie są jednak doskonale trwałe, fragmentaryczne odciski zagęszczają całość. Wsród nich barwne, organiczne formy połączone są liniami, te poddane prawu grawitacji spływają, tworząc swoisty układ naczyń.

Gdybym miała podać pierwsze źródło, tam skąd bierze się to pierwsze działanie, byłby to niewątpliwie mój dziecinny schowek, wiele schowków.
W latach siedemdziesiątych, przypadających na okres mojego dzieciństwa, spędzałam wolny czas na powietrzu. Jedną z ważnych zabaw było tworzenie pamiętników w ziemi. W wykopanym dołku chowało się ważne listy, kolorowe kwiatki, oryginalne kształtem kamyki. One przetrwały, korzystam z nich. Dawno temu zakopane w ziemi okazują się żywym rezerwuarem.

FR 

Quand je regarde mes tableaux, je veux avoir l’impression qu’ils ont déjà existé; les reconnaitre pas seulement parce que j'ai participé à leur création.
Lorsque la toile travaille, que la surface absorbe le pigment, une forme apparaît - elle m’intéresse précisément lorsque je ne peux pas la contrôler entièrement.
Dans notre dialogue, la toile possède un savoir. Il est possible
qu’elle fasse émerger des traces; qu’elles se déposent sur une surface parsemée de poudre de carbone.
Ce qui apparaît, paradoxalement, existait déjà, mais une autre variante
peut toujours advenir, une nouvelle manifestation de son propre motif.

Dans ma pratique picturale, afin de maintenir un équilibre entre construction et destruction, j’emploie un geste: le piétinement. Piétiner m’oblige à des choix quant aux traces qui subsisteront, ainsi qu’au contrôle de la force de la pression exercée sur la surface de la toile.
Les empreintes de semelles ne sont pourtant pas absolument durables ; des impressions fragmentaires densifient l’ensemble.
Parmi elles, des formes organiques colorées sont reliées par des lignes qui, soumises à la loi de la gravité, s’écoulent en formant un réseau de vaisseaux.

Si je devais dévoiler sa source première, l’origine de ce geste initial, sans aucun doute elle se situerait dans ma cachette d’enfance - ou plutôt mes  nombreuses cachettes.
Dans les années soixante-dix, celles de mon enfance, je passais mon temps libre dehors. L’un de mes jeux préférés consistait à créer des « journaux intimes » dans la terre. Dans un trou creusé, je cachais des lettres importantes, des fleurs colorées, des cailloux aux formes singulières.

Ils ont perduré - j’y puise encore. Enfouis dans la terre il y a longtemps, ils se révèlent être un réservoir vivant.

 

© 2026 by TORBUS.KA

  • Instagram
bottom of page